Karolina Lukaszewicz

Utwórz swoją wizytówkę
Blog > Komentarze do wpisu
Pomerania oczami Pani Marshal.

 Spojrzałam na stronkę Norberta, zakładka Pomerania, dzień 10 kwietnia- wolnych miejsc- 0, szczególnie mnie to nie zadziwiło, ale ile sie nasłuchałam wcześniej, ze będzie mniej załóg (czyt. barłóg), że prom Duńczykom zlikwidowali i że będzie mniej załóg...na szczęście dowódców słucha sie wybiorczo.

Zatem 29 kwietnia o 5.50 gdy wstawało piękne słońce, a ja podążałam w kierunku Zbrojewa zastanawiałam się ile ich przybędzie, przybyły wszystkie, a nawet jedna nadprogramowa- stali bywalcy- zostalo im wybaczone i również wyruszyli na trasę. Co ciekawe przed startem na trasę, nie wiem jakim cudem ktoś się nawet popsuł.

Piaskowy bród już od rana był zakurzony i nasłoneczniony, roadbook'i wydawane na drawskiej Saharze początkowo się nie zgadzały, ale Krzysztof i Sebastian podołali... dopisali do kratki nr 4, zagubiona jedynkę, robiącą z 80 metrów 180...

 

 

 W tym roku gwiazdka na poligonie drawskim wypadła w okresie majówki, Norbert jak zwykle szczodry zafundował swoim “dzieciom w piasku” nie lada prezent. Pudełko było długie, ale dość wąskie, a w nim ukryty był ogromny potencjał -punkty, pod warunkiem, że pudło nie zostało uszkodzone, a uczestnicywykonywali zadania. Miny zdziwienia i uśmiechu zaskakiwały mnie przy wręczaniu owego pudła razem z roadbook' iem, jedni od razu kombinowali gdzie kupić nowe, nie ukrywam, że “koledzy” z Polski, inni chcieli odkupić od nas kolejne pudło “na zapas”, także nie ukrywam, że “koledzy” z Polski, inni spokojnie pakowali je w czarne worki, nie ukrywam, że nie byli to “koledzy” z Polski, a Duńczycy. Czasem słyszałam, że oni mogą nawet kilka pudełek zabrać “na zapas -innym”, to ja w tedy robiłam duże oczy, pokazywali wtedy czym przyjechali...czymś długim, bardzo, ala Pinzgauer lub inny wagon na dużych kółkach.

Wydawanie roadbook' ów umijali uczestnicy, usłyszałam na przykład, że mam zadzwonić, że mam zadzwonić do uczestników, do Norberta, że tam jest tyyyyle błota, że się nie da przejechać:)

Nie ukrywam, że próby korupcji też sie pojawiały, panowie z Norwegii oferowali jajka .. mieli ich aż zanadto w zapasie...

 Kiedy tak powtarzałam w kółko turystyczna, adventure, pudełko, good luck... otaczały mnie już zadania specjalne, jazda bez lewej nogi, jazda bez oczu, transport ładunku na noszach. Szczególnie to ostatnie nie cieszyło sie powodzeniem, cóż Karol o jakość Pomeranii dba mocno, 2 worki wypchane piachem to za mało, niech będą 3 albo nawet 4.

Zaginionych 20 aut na trasie, gdzieś na dystansie 20km, w przeciągu ostatnich 6h godzin, chyba trzeba zgub poszukać mówi Prezes... po drodze trafiamy na zagrzebana Elsebeth i Johna z nr 1 na swojej Landrynie. Z pogaduszek przy kawie i domowym cieście Elsebeth- wychodzi, że bywają oni na Pomerani już od 15 lat. W standardzie, bez wyciągarki, bez GPSa, z dużym bagażem życia i jeszcze większym optymizmem, załoga ta jest dla nas załogą numer 1.

Wstyd mi przyznać, ale najbardziej marudni byli sędziowie i wcale nam sie nie dziwie, ile można czekać na uczestników, 2h, 3h, 6h, jeden dzień, dzień i noc, albo i dłużej... co po niektórzy szukali sobie innych zajęć jak Rafał- sułtan wśród sędzinek płci pięknej budował swoja sułtankę i zarządzał ... Stasiu jak to bywa wyśmienicie grillował i nas dokarmiał, podkreślam jednak, że to nie jest reklama na przyszłą Pomeranię, nie jest dozwolony zjazd ze swojego punktu w celu udania sie na obiad do Stasia! Arek robił sesję zdjęciową płazom, Grzegorz szukał niewypałów, a Norbert bawił sie w sapera, Ewa z Asią konstruowały ławkę, Szymon obmyślał jak tu zdjąć zderzak ze swojej Laguny i wyjechać w trasę, Bartek hmm Bartek -spał, podobnie jak Sebastian z kolegą, tzn. no osobno spali :) a ja? Ja to w zasadzie od punktu do punktu, od kawy do kawy, od kawy do ... no nie bede kończyć...bo mi kto fuchę zabierze:P

 

ufff więcej sędziów nie pamiętam, za wszystkie grzechy żałuję, albo inaczej innych sędziów widziałam tylko przy pracy. Piotrek, Wojtek i Dorota od rana byli zalatani, patrząc na lewe nogi, i wyczuwając przepalone sprzęgła na OS-ach, wydając roadbook'i i wręczając pudła. Mirek miał ciężkie godzinne zadanie tłumacząc jednej załodze, że maja jechać w lewo, posłuchali dopiero ... wiecie kogo:)

A uczestnicy?

 Rozleniwieni na łąkach spali i pili kawę, czasem zdarzało się, że gubili roadbook' i, tracili koła, wyciągarki, przewracali swoje samochody na drugi bok i to nie w celach odpoczynku, chodząc po moście lądowali w rzece, robili 30 minutowa resuscytację z podręcznikiem pierwszej pomocy, byli straszeni w ciemnych tunelach przez jednego z sędziów i szukali “Don Kichota”, ponadto trzeba dodać, że atrakcji dodawały wybuchy na poligonie.

 Najbardziej zawzięte załogi to 18 i 74. Marsz przez bagno, załoga Krzysztofa i Sebastiana oraz Arka, Czarka i Sebastiana, czasy po 19 minut i związany z tym problem dla chłopaków brak pomiaru sekundowego.

Najbardziej dzielną zawodniczką była Niemka, która zadanie wodno- przełajowe robiła w butach tzw. krokodylkach oklejonych taśmą...

 

P.S. Jasne jest to, że wszystko z tej relacji jest jasne tylko dla mnie , ale może wy znajdziecie w niej także swój kawałek Pomeranii.

wiecej moich  zdjęć tutaj 

wiecej info o Pomeranii tutaj

środa, 04 maja 2011, karolinajoanna88

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: