|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Moje inne blogi, zdjęcia
Tagi
![]() Utwórz swoją wizytówkę |
niedziela, 29 stycznia 2012
Szkolenie przedmedyczne z Land Rover Club Poland.
Jedno zdjęcie, na dodatek strzelone na chybił trafił. Podsumowując mega interesujące szkolenie, do tego stopnia że udokumentowaniem jego jest wiedza, a nie zdjęcia;)
czwartek, 17 listopada 2011
Podsumowanie European Voluntary Service
To już ostatni moment na oficjalne podziękowania. Serdecznie dziękuje Marcinowi Lićwince, to dzięki Niemu projekt powstał i miał prawo bytu. Serdecznie dziękuje Ks. Markowi Grynowi za gościnność na Misji. Serdecznie dziękuje Jakubowi Fic za wsparcie projektu ze strony mentorskiej. Serdecznie dziękuję Krzysztofowi Kiziewiczowi, który stworzył poniższy filmik. Dziękuje za wspaniałą współpracę i niezapomniane chwile. Serdecznie dziękuje za wszystko swoim rodzicom, bez ich wsparcia pewnie tyle bym nie przetrwała. Dziękuje tym, którzy śledzili moje poczynania:)
Autor: Krzysztof Kiziewicz Warto zobaczyć jakie klipy kręci Krzysztof www.kiziewicz.com
poniedziałek, 17 października 2011
XXXII Pomerania- Fotorelacja
niedziela, 03 lipca 2011
Najstarszy zawód świata, stara koga i ja starsza o 365 dni!
"To była psia wachta 00.00-4.00 zimno, ciemno, piździło...każdy tylko myślał jak tu zwiać pod pokład, nie udawało się, trzeba było patrzeć na zielono-czerwone punkciki. Jak sie długo stało i patrzyło, wyobraźnia brała górą.... fale mieszaja się z horyzontem, właściwie wszędzie czerń i głębia morza, a tam na dnie morza, może okręt jakis leży? Ja ciągle jak te dziecko, bajki, bajki, bajki, a przecież dziś kończę 22 lata! Baloniki, chopinowskie gadżety i sto lat były już na psiej wachcie, która odrazu okazała się milsza. W przytulnej kajucie o 4.00 rano był kieliszek Agatkowej nalewki..a rano był Kiel. " A wyobraźnia znów zadziałała gdy na horyzoncie pojawił się mały stateczek, taki jaki często widać na starych monetach czy rycinach. to była koga.Jak się dowiedziałam średniowieczny żaglowiec handlowy.Kiler Hansekogge. Stara koga, a właściwie nowa, bo replika, a miała udawać starą. Zaczełam mysleć, czy ja jestem już bardziej stara, czy nowa? Doszłam do wniosku, że jestem jak ta koga, co ni to stara, ni to młoda. Tyle miałam wspólnego z Kilonią ,a można mieć więcej z nią wspólnego, bo miasto to bardzo dba o kultywowanie kultury i tradycji. Najstarszy zawód świata ma tu branie...
fot.Michał Suwaliński -swoje zgubiłam:P Zatem swoje urodziny spędziłam w burdelu, może nie dosłownie, ale jednak. Malowidła porozbieranych Pań na ścianach są tu na każdym kroku, zresztą co tu się dziwić przecież to jeden z większych portów w Niemczech...ale chyba nikt tu nie pamięta o wikińskich korzeniach czy trzynastowiecznym kościele, bo zreszta jak na to miasto przystało, obok niego tez jest burdel... i nigdy przenigdy bym nie zapamietała tego ochydnego miasta, gdybym nie spędziła tam zeszłorocznych urodzin...
* z mojego pamiętnika Chopin.Polska. The course-Kiel 01.07.2010
czwartek, 23 czerwca 2011
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Jaraj się Polską -II etap! jeee!
Więc zakwalifikowałam się do II etapu "Czy jarasz się Polską?" info tutaj Zadaniem konkursowym było napisanie opowiadania-wyprawa do supermarketu, posłuchajcie o mojej wyprawie...
Loonly Palmet przedstawia z cyklu “ Hipermarketowe peregrynacje” cz. I -“W 365 półek dookoła Tesko”.
Bulgotały niczym lawą, żarły niczym gorącą lawą...wulkany... kratery ich małe ale z groźnym napisem “Miliony bakterii zginą”...a nazwa wulkanu? Domestos, obleciały mnie ciarki po plecach..a właściwie to chyba popiół wulkaniczny zeżarł mi moją nową ultranowoczesna goratexowo-membranow kurtałkę, która miała być odporna na wszystko. No cóż jak przeżyję tą wyprawę to oddam do reklamacji. Z wyżyn bezpieczniej było się przenieść w depresję, tu przynajmniej wicher mnie nie zwieje,a wichry tu panują, takie wielkie, białe, co są na górze robią wiatr, widział ktokolwiek coś takiego kiedyś? Toż to sama Michałowa ręce z niewiedzy rozkłada... ale co do tej depresji to, okazało się, że nie największą depresją polaków jest polski rząd, a ceny co to panują na tej planecie. Przecież z tej depresji to zaraz jakiś rów oceaniczny wyrośnie, albo co najmniej do Chińczyków sie dokopiemy...ach nie ma co tłumaczyć, przecież to jednak z rządem musi być związane. Nie dość, że idę po wypastowanym lodowcu, to jeszcze muszę omijać napierające fałdy ziemi.. .oh nie to fałdy ludzkie, jeszcze gorzej. Jak sobie poradzić w tak tragicznej sytuacji nawet Pan Jacek Pałkiewicz nie napisał w żadnym podręczniku, a może nie doczytałam? Otwieram i kartkuję... Jakiś nieznajomy w dziwnym języku ale nawet zrozumiałym pyta :”Kur... co..ty..ku...książkę czytasz...kur...” myślę sobie o jaką kurę chodzi i znikam z tego bagna, bo może jakąś grypą się zarażę od owej kury, albo jeszcze mnie te bagno wciągnie. Patrzy się na mnie Turek, choć jest śmietankowy i cały biały, to Turek, hmmm a potem Kubuś, ten z kolei pomarańczowy. Hmm I czekoladowy Grzesiek hmm...przecież to raj dla kobiet! Krzyczę... i zostaję, bo ja to na wakacjach szukam męża, a nie przygód:)
fot. przystojny Pan fotograf z castingu Otowakacje.pl :) haha -tak się bawiliśmy:)
środa, 04 maja 2011
Pomerania oczami Pani Marshal.
Spojrzałam na stronkę Norberta, zakładka Pomerania, dzień 10 kwietnia- wolnych miejsc- 0, szczególnie mnie to nie zadziwiło, ale ile sie nasłuchałam wcześniej, ze będzie mniej załóg (czyt. barłóg), że prom Duńczykom zlikwidowali i że będzie mniej załóg...na szczęście dowódców słucha sie wybiorczo. Zatem 29 kwietnia o 5.50 gdy wstawało piękne słońce, a ja podążałam w kierunku Zbrojewa zastanawiałam się ile ich przybędzie, przybyły wszystkie, a nawet jedna nadprogramowa- stali bywalcy- zostalo im wybaczone i również wyruszyli na trasę. Co ciekawe przed startem na trasę, nie wiem jakim cudem ktoś się nawet popsuł. Piaskowy bród już od rana był zakurzony i nasłoneczniony, roadbook'i wydawane na drawskiej Saharze początkowo się nie zgadzały, ale Krzysztof i Sebastian podołali... dopisali do kratki nr 4, zagubiona jedynkę, robiącą z 80 metrów 180... W tym roku gwiazdka na poligonie drawskim wypadła w okresie majówki, Norbert jak zwykle szczodry zafundował swoim “dzieciom w piasku” nie lada prezent. Pudełko było długie, ale dość wąskie, a w nim ukryty był ogromny potencjał -punkty, pod warunkiem, że pudło nie zostało uszkodzone, a uczestnicywykonywali zadania. Miny zdziwienia i uśmiechu zaskakiwały mnie przy wręczaniu owego pudła razem z roadbook' iem, jedni od razu kombinowali gdzie kupić nowe, nie ukrywam, że “koledzy” z Polski, inni chcieli odkupić od nas kolejne pudło “na zapas”, także nie ukrywam, że “koledzy” z Polski, inni spokojnie pakowali je w czarne worki, nie ukrywam, że nie byli to “koledzy” z Polski, a Duńczycy. Czasem słyszałam, że oni mogą nawet kilka pudełek zabrać “na zapas -innym”, to ja w tedy robiłam duże oczy, pokazywali wtedy czym przyjechali...czymś długim, bardzo, ala Pinzgauer lub inny wagon na dużych kółkach.
Wydawanie roadbook' ów umijali uczestnicy, usłyszałam na przykład, że mam zadzwonić, że mam zadzwonić do uczestników, do Norberta, że tam jest tyyyyle błota, że się nie da przejechać:) Nie ukrywam, że próby korupcji też sie pojawiały, panowie z Norwegii oferowali jajka .. mieli ich aż zanadto w zapasie... Kiedy tak powtarzałam w kółko turystyczna, adventure, pudełko, good luck... otaczały mnie już zadania specjalne, jazda bez lewej nogi, jazda bez oczu, transport ładunku na noszach. Szczególnie to ostatnie nie cieszyło sie powodzeniem, cóż Karol o jakość Pomeranii dba mocno, 2 worki wypchane piachem to za mało, niech będą 3 albo nawet 4. Zaginionych 20 aut na trasie, gdzieś na dystansie 20km, w przeciągu ostatnich 6h godzin, chyba trzeba zgub poszukać mówi Prezes... po drodze trafiamy na zagrzebana Elsebeth i Johna z nr 1 na swojej Landrynie. Z pogaduszek przy kawie i domowym cieście Elsebeth- wychodzi, że bywają oni na Pomerani już od 15 lat. W standardzie, bez wyciągarki, bez GPSa, z dużym bagażem życia i jeszcze większym optymizmem, załoga ta jest dla nas załogą numer 1. Wstyd mi przyznać, ale najbardziej marudni byli sędziowie i wcale nam sie nie dziwie, ile można czekać na uczestników, 2h, 3h, 6h, jeden dzień, dzień i noc, albo i dłużej... co po niektórzy szukali sobie innych zajęć jak Rafał- sułtan wśród sędzinek płci pięknej budował swoja sułtankę i zarządzał ... Stasiu jak to bywa wyśmienicie grillował i nas dokarmiał, podkreślam jednak, że to nie jest reklama na przyszłą Pomeranię, nie jest dozwolony zjazd ze swojego punktu w celu udania sie na obiad do Stasia! Arek robił sesję zdjęciową płazom, Grzegorz szukał niewypałów, a Norbert bawił sie w sapera, Ewa z Asią konstruowały ławkę, Szymon obmyślał jak tu zdjąć zderzak ze swojej Laguny i wyjechać w trasę, Bartek hmm Bartek -spał, podobnie jak Sebastian z kolegą, tzn. no osobno spali :) a ja? Ja to w zasadzie od punktu do punktu, od kawy do kawy, od kawy do ... no nie bede kończyć...bo mi kto fuchę zabierze:P
ufff więcej sędziów nie pamiętam, za wszystkie grzechy żałuję, albo inaczej innych sędziów widziałam tylko przy pracy. Piotrek, Wojtek i Dorota od rana byli zalatani, patrząc na lewe nogi, i wyczuwając przepalone sprzęgła na OS-ach, wydając roadbook'i i wręczając pudła. Mirek miał ciężkie godzinne zadanie tłumacząc jednej załodze, że maja jechać w lewo, posłuchali dopiero ... wiecie kogo:) A uczestnicy? Rozleniwieni na łąkach spali i pili kawę, czasem zdarzało się, że gubili roadbook' i, tracili koła, wyciągarki, przewracali swoje samochody na drugi bok i to nie w celach odpoczynku, chodząc po moście lądowali w rzece, robili 30 minutowa resuscytację z podręcznikiem pierwszej pomocy, byli straszeni w ciemnych tunelach przez jednego z sędziów i szukali “Don Kichota”, ponadto trzeba dodać, że atrakcji dodawały wybuchy na poligonie. Najbardziej zawzięte załogi to 18 i 74. Marsz przez bagno, załoga Krzysztofa i Sebastiana oraz Arka, Czarka i Sebastiana, czasy po 19 minut i związany z tym problem dla chłopaków brak pomiaru sekundowego. Najbardziej dzielną zawodniczką była Niemka, która zadanie wodno- przełajowe robiła w butach tzw. krokodylkach oklejonych taśmą...
P.S. Jasne jest to, że wszystko z tej relacji jest jasne tylko dla mnie , ale może wy znajdziecie w niej także swój kawałek Pomeranii. wiecej moich zdjęć tutaj wiecej info o Pomeranii tutaj
piątek, 22 kwietnia 2011
Zajawka przygody, czyli przygotowania do XXXI Pomeranii.
środa, 02 marca 2011
To nie są żarty!
Dobra, powoli wracam do Polski, powoli znaczy któregoś kwietnia tam dotrę. Do tego czasu chyba nic nie napiszę, tymczasem tutaj są zdjęcia z wędrówki po Albanii. Dobra, a teraz bez śmiechu mi tutaj... szukam pracy w Trójmieście:) Wszystkie oferty proszę na maila!
piątek, 04 lutego 2011
Stop press: Pochód w Tiranie 04.02.2010
21 stycznia byłam w Dhermi gdy zadzwoniła koleżanka z wiadomością, że rozpoczęły się protesty antyrządowe, 3 zabityach, 39 rannych... 28 stycznia byłam w Pogradec i śledziłam w TV z innymi mieszkańcami tego miasta, jak wygląda sytuacja w Tiranie. Spokojny pochód ku pamięci ofiar... 4 lutego jestem w Tiranie. 2, może 3tys. ludzi zebrało się około 14.00, aby przejść z transparentami ulicą Durresit aż do ronda Zogu i Zi, aby zablokować je na kilka minut.
Tak było 28 stycznia ( zdjęcia Marta Kołczyńska) :
Tak było 21 stycznia:
|