Karolina Lukaszewicz

Utwórz swoją wizytówkę
sobota, 30 stycznia 2010
Podróżnicze SPA.

Moja ulubiona wanną jest strumień,  prysznicem- wodospad...taki górski który płynie skądś z daleka, zimny   i srebrzysty...i to wcale nie oznacza, że jestem masochistką ale dlatego, że taka łazienka oznacza podróż.



Rzęsy najbardziej lubię malować w samochodowym lusterku, bo wtedy najczęściej jestem w drodze..

Pięciogwiazdkowa łazienka. Bicze wodne i krioterapia w cenie:)

W podroży nawet nie przeszkadza mi to, ze odżywkę na włosy trzeba zastąpić  olejem lub jogurtem, cóż kobieta jest się bez względu na miejsce...
W podroży nawet nie przeszkadza mi to, ze czasem nie ma wody...w Azji nie raz nie było jej przez kilka godzin a potem w nocy miałam powódź w pokoju... bo jak nie ma wody to skąd wiedzieć czy kurkowy kran jest odkręcony czy zakręcony -zwłaszcza ten azjatycki?

 


Czasem fajnie jest wymyć włosy na stacji benzynowej, tylko nie jak projektują je egoiści-  te elektroniczne krany z zzagoracą wodą- jak pod tym myć głowę?

 

Czasem nawet fajnie zgubić 2 ostatnie mydła w morzu Azowskim lub Czarnym...

Ta niestety nie moja...łazienka:) a szkoda błotne zabiegi świetnie robią cerze...



Jak śmiesznie jest porównywać to bez czego nie możemy żyć na co dzień- podkład, tusz, suszarka, z  tym co w podroży jest tęsknota i pragnieniem- woda w której można się zanurzyć ...nie zawsze do końca czysta, nie zawsze nawet  18 stopniowa... ale i tak nie zmienię swoich „low cost” podroży i tych jakby  turystyczni eksperci dr hab. zwyczajni i nadzwyczajni nazwali ekstremalnymi;)

Laotańsko-słoniowa łazienka.

niedziela, 24 stycznia 2010
Zimowa ekspedycja....

Aaaa głowa  mi pęka... dosyć tego siedzenia i pisania i nauki i pisania. Trzeba iść na spacer, to na pewno pomoże głowie i poprawi samopoczucie:)

Wychodzę  z pokoju... i słyszę- kurde  myślałem, ze mam kaca a tu ciśnienie takie.
Ja : jakie?
Współlokator : 1040Hpa

Ja: hm, o popatrz mnie też głowa boli, czyż to nie dziwne?:)

No ale na spacer trzeba iść koniecznie, żadne mrozy nie straszne nawet te –11, z wiatrem odczuwane jako –16.
Ja: chłopaki co chcecie ze sklepu? ( że to niby ma być spacer dom-sklep-400m)
Oni: piwo, chipsy, piwo!!
Mój głos wewnętrzny  jeszcze głośniej – czekoladę!!
Wychodzę.... skrzyp, skrzyp, skrzyp, ale skrzypi pod nogami, ale śśśśśślisko, ale co tam skrótem szybciej, wszak na spacer idę...ale ekspedycja... o ktoś na sankach, ale będzie siara jak  w tych pięknych damskich butkach zaraz będę leżała na dupie...ufff pod górę udało się jakoś, później z górki będzie gorzej, ale oto się martwic trzeba będzie później...idąc z piwem:)
Ide, ide, a właściwie idą 2 pary oczów bo nic więcej nie widać,...w tym momencie kolejny raz podziwiam i Rafała Króla i Kamińskiego i  wielu innych, za te swoje grenlandzkie spacerki...
....kuuurrr....słyszę... paliwo zamarzło...dolałem już hu.....owi... i nic, co oni ku......a sprzedają ?...taka jest zima u mnie, a u was?:)

Po za tym śliczna jest...

więcej na Picassie

Tagi: gdańsk zima
20:09, karolinajoanna88 , Pomorskie
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 stycznia 2010
Wampir doskonały.



Unieśmiertelniony  przez literaturę i film,  żyje w naszej wyobraźni- Vlad Palovnik piętnastowieczny rumuński książę.

Prawdziwa siła Draculi leży w związanej z nim historii Brama Stock'era, który to stworzył ją na podstawie legend, przesądów, faktów związanych z Vladem Palovnikiem oraz swoich doświadczeń z epoki wiktoriańskiej.

Śmierć Stock’erowi towarzyszyła od narodzin, bowiem urodził  się on w czasach irlandzkiego głodu i chorób.  W wyniku którego w latach 40tych XIX zmarło 1,5mln osób z 8 mln. populacji.

O  sytuacjach poza murami domu opowiadała mu matka, bowiem sam przez 7 lat nie wychodził z domu- cierpiał na tajemnicza chorobę, objawiająca się paraliżem.
Nagle Stock'er zdrowieje, zaczyna czerpać korzyści z życia, bawić się... na pobliskim cmentarzu samobójców... i może to właśnie miało decydujący wpływ na  tematykę jego powieści.


Pracując nad powieścią, podczas poszukiwań w literaturze pisarz  trafia na ciekawą damę -Elżbietę Batory- siedemnastowieczną  węgierską księżną, która mordowała swoje służące aby  kapać się w ich krwi.  Miało to  zapobiegać oznakom starzenia.


Zbrodnię odkryto gdy zamordowała szlachciankę, później  znaleziono także  jej pamiętnik, w którym znalazło się 600 nazwisk zabitych kobiet. Krwawa Królowa została zamurowana żywcem w jednej z komnat z otworem tylko na jedzenie, zmarła niebawem.

Transylwanie była kiedyś samodzielnym państwem, już w średniowieczu tamtejsi cyganie i wieśniacy opowiadali o nosferatum i wierzyli, że jeżeli dzieje się coś złego to jest to wina wampira. Jeśli podejrzewano ze zmarły szkodzi, otwierano jego trumnę... trzeba zaznaczyć, że w tamtych czasach nikt nie balsamował zwłok. ..dlatego tez rozkład następował bardzo szybko- napuchnięte, obrzmiałe ciało, z krwią w kącikach ust- wszystko było jasne-WAMPIR!!!

Aby  zatrzymać wampira  w grobie trzeba było odciąć mu głowę ,wbić dębowy pal lub spalić zwłoki.

Draculowe bory.


Jednak największą inspiracja dla Stock’era był Vlad Palovnik, władający Wołoszczyzną. Zasłynął z tego, ze swoich przeciwników politycznych wbijał na pale. W końcu nazwano go Tepes czyli po wołosku po prostu palownik. W rzeczywistości nazywał się Vlad Dracula.


Draculowe mgły.

Legenda mówi, ze zbierano dla niego krew ściekającą po palach do miseczek, a on maczał sobie w niej chleb lub wypijał.
Z postacią tą wiąże się kilka zadziwiających faktów i legend...

Tajemnicza śmierć nieśmiertelnego władcy. Vlada Palovnika zamordowano w 1476r. jedni mówią,  że  zrobili to bojarzy, którzy nie chcieli jego powrotu na tron inni mówią, że zginął w walce z Turkami-jakkolwiek było głowę dostarczono królowi Turków na dowód że nie żyje.
Ciało bez głowy trafiło do monasteru w Snagov, podobno Vlad osobiście wybrał go jako miejsce pochówku. Podczas swoich rządów wzniósł on 5 monasterów aby zadbać o zbawienie duszy.


Według tradycji pochowano go w krypcie pod ołtarzem tak aby stąpający po nim kapłan, odpuścili mu chociaż cześć grzechów. Saga Drakuli jednak nie kończy się w tym miejscu....
Rok 1931 rumuńska  ekspedycja  bada grób Vlada Palovinika- kiedy otwarto sarkofag nie znaleziono ciała władcy a,  zwierzęce kości. Prawdziwy wampir, który przeżył swoją śmierć...

Draculowe niebo.

A gdzie dziś szukać  śladów Drakuli?

Przede wszystkim ruiny Poienari Cetate ( a nie Bran) w pobliżu Capateneni, ruiny zamku położone na wzgórzu, chętnych czeka wspinaczka 1440 schodami. Niestety zostało tylko część ścian zamku, bo w 1888 obsunięcie się ziemi zrujnowało go.

Draculowe ruiny.


Jeżeli chodzi o zamek w Branie,  to  przypuszcza się, że Vlad Palovnik mógł spędzić tutaj 1-2 dni i to jako więzień. Zamek znany z tego iż to w nim rozgrywa się akcja powieści irlandzkiego pisarza.

Sigishoara.To w latach 1431-1435  tam mieszkał Vlad Dracul, no i monastyr Snagov...

Draculowy domek.

 

Dla poszukiwaczy strzyg polecam książkę o nowoczesnych wampirach   „Ugrofińska wampirzyca” Noemi Szecsi.

17:26, karolinajoanna88 , Rumunia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 stycznia 2010
Night market



Dziś będzie o tym, o czym mogę tylko opowiedzieć, a nie pokazać. Niestety zdjęcia z tego zakątka Azji nie otwierają się, ale mam nadzieje, że uda Wam się to wyobrazić.


Luang Prabang po zmroku jest ciemne, rzadko gdzie świeci jakąś lampa, ale market rozbłyska. On żyje nocą. Wieczorem to tutaj skupia się życie tego małego miasteczka. Rozstawione są namioty, palą się chińskie lampiony, sprzedawcy wystawiają swoje towary, koszulki z flagą Laosu, szerokie spodnie  zawiązywane w pasie, które będą uwolnieniem od obcisłych spodenek dla turystów, herbaty, lampiony, bransoletki...

Siedzą stare babcie z plamienia Hmong , a także kobiety ze swoimi dziećmi, czasem bobasami w koszykach, a te same sobą są reklamą...

...Kupuję herbaty w bawełnianych torebeczkach...ginger, lemon, jasmine i jeszcze kilka innych...jak mi pani dopowiada ginger dobra na problemy z brzuchem. Jak się później okazuje ginger tea to prawie, że zmielone czerwone papryczki, taka ostra. Inna to wysuszone jakby małe pomarańczki, chyba nie trafiłam w swój gust.

Ten market chyba mną zawładnął, nigdy tyle nie kupiłam w podróży, herbaty, czerwone chinskie lampiony i buddyjski gong. Nie odbyło się bez targowania, chodź bez niego nie byłoby też źle- bo nie jest tak, że azjaci chcą nas naciągnąć, na bóg wie ile, chcą tylko zarobić, aby utrzymać swoje rodziny, a dokładnie po to aby dzieci wysłać do szkoły.

A właśnie po to aby pieniążki się mnożyły...Azjaci wieżą, że jak pieniążkami, które już zarobili dotkną swojego towaru wypowiadając "coś" bo nie rozumiałam co, to przyniesie im to szczęście i interesy będą dobrze szły.

Od 2005 roku istota rynku trochę się zmieniła, wtedy Laos wszedł do Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej, co mogło mieć wpływ na import na targ rzeczy także z Wietnamu, czy Tajlandii. Niemniej nie jest to, żadna negatywna strona, bowiem Laotańczycy dbają o swoje rzemiosło, a więc na targu znajdziecie wiele  laotańskich wyrobów.

Dobra niech będzie-tego poprostu nie można nie pokazać!

Zamiast moich zdjęć, nie moje filmiki...czyli coś o Luang Prabang i Night Market.

 

 

23:08, karolinajoanna88 , Laos
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 stycznia 2010
Rumuńskie opowieści- z ust do ust.

Ten dzień był niesamowity i to nie dla tego, że zjechaliśmy z gór po kilku dniach włóczęgi i mogliśmy zrobić zakupy, ale dlatego, że ukazała nam się Rumunia w całym swoim prowincjonalnym i nieskażonym charakterze.

Niewielkie wioski ciągnęły wzdłuż drogi, po jej bokach karłowate ale barwne i wesołe domy.Okna z okiennicami i zdobione ornamentami wrota wpisane były w ten obraz od zawsze. Było tak jakbyśmy weszli do Rumunii tylnymi drzwiami, przez nikogo nie zauważeni...

...starsi ludzie siedzieli na pamiętnych już ławach przed domami, towarzyszyły im konie, krowy i psy.Zachodzące słońce odbijało się- od nie zawsze czystych okiennych szyb, a gdzieś pośród tego wszystkiego górowała kościelna wieża.Na podwórkowych bramach kobiety wieszały wieńce, żółte wieńce, zapowiadało się jakieś święto, wtedy jeszcze nie wiedziałam jakie...

Był to 24 lipca w rumuńskim kalendarzu ludowym to święto pod nazwą Sanziene lub Dragaice  - czyli moment przesilenia letniego.Dzień zdominowany przez wiele magicznych wierzeń i praktyk. Dragaice i Sanzienie to dwie boginie, o kontrastowych ideach.Ta pierwsza przedstawia pozytywne wartości, zapewne dlatego iż imię jej wywodzi się od dragoste co oznacza po rumuńsku miłość. Mówiąc precyzyjniej jest ona boginią płodności i chroni młode kobiety a także rośliny uprawne.

Jest jeszcze bogini Sanziene, ta gniewna,  która jak powiadają może wywołać burze i krzywdzić ludzi, jeżeli w tym dniu nie będzie respektowana. Legenda mówi, że jeśli ktoś napotka tańcząca Sanziene to będzie chorował cały rok, a wyzdrowieje tylko wtedy gdy kolejnego roku 24 lipca przyjdzie w to sama miejsce.

Wiele rytuałów w tym dniu jest powiązanych z kobietami.

To one zbierają  żółte kwiaty o nazwie Sanziene i robią z nich wieńce, w razie choroby wykorzystają je jako lekarstwo.Ponoć pomagają także na bezpłodność.

To one według tradycji ciemną nocą idą do lasu, aby stąpać i  toczyć się po rosie, prosząc przy tym jednocześnie o urodę i miłość...

Tutaj możesz zobaczyć jak Rumuni obchodzą Sanziene.

23:54, karolinajoanna88 , Rumunia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 stycznia 2010
Journey

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tagi: muzyka
22:44, karolinajoanna88 , Journey´s song
Link Komentarze (1) »