Karolina Lukaszewicz

Utwórz swoją wizytówkę
środa, 10 listopada 2010
Przeznaczone dla ulicy...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tagi: misja
17:40, karolinajoanna88 , Albania
Link Komentarze (3) »
czwartek, 04 listopada 2010
Ku czci wszystkich znanych i nieznanych świętych po albansku.

Wszystkich swietych wywodzi sie z rzymskokatolickiej uroczystosci, ktora miala za zadanie oddac czesc meczennikom, ktorzy to swoje zycie poswiecili dla wiary w Chrystusa...  a tak bardziej przyziemniej, w Polsce jest to dzien wolny, by ludzie mogli odwiedzic groby swoich bliskich, a w Albani, w kraju, w ktorym 70% to wyznawcy islamu, ten dzien jest normalnym dniem pracujacym. ale to nie jedyna roznica..inaczej tutaj wygladaja cmentarze, inne sa zwyczaje, zachowania, inne jest spostrzeganie tego co bylo i jest.

Dary wotywne sa tu wszechobecne, na grobach mozna znalezc chleb, cukierki o przewrotnej  nazwie "Fresh"- tak jak na grobie Envera Hodzy, mozna znalezc wino w butelce po wodzie mineralnej i papierosy, czasem nawet jeden jest zapalony...wszystko w zaleznosci od upodoban nieboszczyka...

 

...ale dary wotywne to nie specjalne pieniazki wotywne, takie jak np. stosuje sie w Wietnamie. ktorych nikt z grobu nie zabierze, dary wotywne tutaj szybko znikaja z grobow...a ci sami, ktorzy przyczyniaja sie do tego "znikania", potem w respekcie wychodza tylem z cmetarza, aby oddac czesc zmarlym...

  

a groby?

Groby moze nie az tak wesole jak na rumunskim Wesolym Cmentarzu, ale tez niczego sobie...

Z grobow dowiemy sie duzo, ze chlopak o imieniu Ceci lubil grac na gitarze, a inny- nosil czarna skore i jezdzil czarna fura, zapewne w niej tez zginol. Male minarety wbudowane w pomnik, beda przypominaly o tym, ze ktos wyznawal islam,  tak samo jak grobowiec- rzezba, ze owa osoba byla uzdolniona artystycznie... a pomiedzy tym wszystkim ukryte slynne budowle Hodzy...komunistyczne bunkry.

   

    

17:21, karolinajoanna88 , Albania
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 listopada 2010
Fatum nad STS Fryderyk Chopin

To było na Kanale Kilońskim, wpłynęliśmy na niego jakoś około 4 tej nad ranem, po obu jego stronach, wśród zieleni od czasu do czasu stały domy, mijaliśmy przystanie dla promów i pływające kaczki.. czasem trzeba było przepłynąć pod mostem...już z daleka most wydawał się zbyt niski na nasze ponad 30 metrowe maszty, gdy zbliżaliśmy się do niego, wydawało się, że się nie zmieścimy i zahaczymy...to byłby koniec.

Do dziś pamiętam jak na szkoleniu przed rejsowym Pierwszy Oficer wspominał, ze o tym to tylko mówimy teoretycznie, Chopinowi się to nie przydarzy to dzielny żaglowiec. To było o bezpieczeństwie, aby nas nastraszyć, a właściwie po to abyśmy sobie zdali sprawę po co jest dyscyplina na statku... wspominał o zatopionej Concordii i połamanych masztach Pogorii...

Niestety a właściwie stety, na naszym rejsie 4 miesiące temu nic takiego się nie przydarzyło, ale 29.10.2010 Fryderyk Chopin w swoim kolejnym rejsie stracił foka i grota... gdybym nie znalazła się na STS F. Chopin, nie zwróciłabym uwagi, że jakaś łódka nie ma „dwóch patyków co na nich jakieś szmaty wiszą”... ale obecnie STS F. Chopin, to kawałek, co prawda malutki, ale kawałek moich wspomnień...

* prezentacje zrobiłam odrazu po powrocie z rejsu, ale doczekała się światła dziennego dopiero teraz.