Karolina Lukaszewicz

Utwórz swoją wizytówkę
sobota, 25 sierpnia 2007
Hoi An i ruiny krolestwa Champow

Podroz z Hue do Hoi An zleciala mi bardzo szybko,  powodem tego byla siedzaca wietnamka, ktorej buzia sie nie zamykala:) Opowiadala wiele o sobie, o tym, ze ma tylko jeden dzien w tygodniu na odwiedzenie rodziny, ze pracuje po to, aby jej siostra miala pieniadze na szkole, o trudach zycia w Wietnamie.

Droga z Hue do Hoi An jest naprawde piekna, mijamy gory porosniete lasem, pola ryzowe, pasterzy ze swoim bydlem na polach, kolorowe wioski, a przy nich bawiace sie dzieci.

 

Od samego poczatku miasteczko bardzo mi sie podoba, klimatyczne, spokojne, polozone blisko morza. Po szybkim zrzuceniu plecakow, wyruszamy na nocny spacer. Wszystko jest kolorowo podswietlone, restauracje, lodki, sklepiki z lampionami. Mozna spacerowac waskimi uliczkami, czy ogladac zachod slonca z kilku mostkow.

 

 

 

 

 

Miasteczko slynie z produkcji odziezy, kazdy moze sobie tutaj zaprojektowac i uszyc co tylko wymarzy za stosunkowo niska cene.

Jakies 30km od miasta,  w miejscu otoczonym wzgorzami i lasem, znajduja sie  ruiny miasta dawnej cywilizacji Champow- My Son. Chce je zobaczyc, zanim jeszcze  przybeda setki turystow, dlatego wybieram sie tam o 5.00 rano. Budowle te nazwane sa malym Angkor Wat - do niektorych mozna wejsc i poczuc sie jak w piramidzie, a na niektorych mozna jeszcze zobaczyc rzezby przedstawiajace Shive.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wiele z tych ruin zostalo zniszczone przez amerykanskie bombardowania.

 

Po powrocie  ide powalesac sie po miescie. Idac dluzszy czas pewna droga, zaczynam rozumiec, ze prowadzi ona na plaze, a to dlatego, ze co raz ktos proponuje motobajka na plaze /skutery, motobajki to glowny transport w Wietnamie,  pelnia role tanich taksowek/.

Postanawiam isc sama, 5 km to nie duzo..przynajmniej tak mi sie wydawalo na poczatku, bowiem podkoniec moze 3-ego km, postanawiam wziasc jakis transport, na co zreszta nie musze czekac bo w tej samej chwili zatrzymuje mi sie wietnamczyk z dzieciakami jadacymi nad morze i pyta czy nie podwiezc. Tak trafiam nad morze, ktore jest bardzo czyste, a plaza  prawie bezludna. Pisze prawie bo na niej zaczepia mnie 2 wietnamskich studentow, ktorzy bardzo chca poprawic swoj angielski, tyle ze moj tez nie jest dobry, wiec za wiele im pewnie nie pomoglam. Milo jest byc w obcym  kraju, nie znajac nikogo, a zarazem czuc, ze kazda z przechodacych osob moze zaraz byc twoja nowa znajomoscia/

 

 

Droga powrotna byla jeszcze ciekawsza, bowiem wracalam z chlopakiem z Argentyny jadac na rowerze. Dante nowy znajomy tez podrozuje po Wietnamie, Kambodzy, Tajlandii i  Laosie, tylko, ze w troche innej kolejnosci niz ja. W Hoi An postanawiamy jeszcze skoczyc do restauracji, aby wymienic sie info z dotychczasowej podrozy,  potem zwiedzamy troche miasto / m.in znajdujemy pomnik zrobione przez polska artystke/. Postanawiamy sie spotkac w Nha Trang.

 

20:51, karolinajoanna88 , Wietnam
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 sierpnia 2007
Start z Hanoi- Hue

Open ticket kupiony wiec zaczynam podroz. Z Hanoi mam wyruszyc o 18.30, co jednak na skutek awarii klimatyzacji troche sie przeciaga, ale tylko troszke, bo jakies z 2 h. Trzeba przyznac, ze podroze po Wietnamnie ucza czlowieka stoickiego spokoju i opanowania, tutaj zycie toczy sie spokojnie, bez pospiechu, na wszystko znajdzie sie czas, calkiem inaczej niz w Europie.

w Hue jestesmy o 9.00, jednak nie zamierzam  zostac tu dluzej niz kilka godzin. Dla mnie jest to malo ciekawe, troche rozwlekle i nijakie miasteczko. Jedynie warta obejrzenia jest cytadela i Stary Palac Krolewski. Z powodu braku czasu i upalu, Hue zwiedzam riksza... i chyba tylko riksze dodam do atrakcji jakie mnie tam spotkaly.... no chyba, ze do atrakcji mozna dodac toalete przy restauracji, czyli sam otwor w podlodze:)

 

 

 

Tagi: Hue wietnam
19:19, karolinajoanna88 , Wietnam
Link Komentarze (1) »