Karolina Lukaszewicz

Utwórz swoją wizytówkę
piątek, 22 kwietnia 2011
Zajawka przygody, czyli przygotowania do XXXI Pomeranii.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

- Foto nr 1. N.Zbróg www.njz.pl, reszta moja;)

środa, 02 marca 2011
To nie są żarty!

Dobra, powoli wracam do Polski, powoli znaczy któregoś kwietnia tam dotrę. Do tego czasu chyba nic nie napiszę, tymczasem tutaj są zdjęcia z wędrówki po Albanii.

Dobra, a teraz bez śmiechu mi tutaj... szukam pracy w Trójmieście:)

Wszystkie oferty proszę na maila!

piątek, 04 lutego 2011
Stop press: Pochód w Tiranie 04.02.2010

21 stycznia byłam w Dhermi gdy zadzwoniła koleżanka z wiadomością, że rozpoczęły się protesty antyrządowe, 3 zabityach, 39 rannych...

28 stycznia byłam w Pogradec i śledziłam w TV z innymi mieszkańcami tego miasta, jak wygląda sytuacja w Tiranie.  Spokojny pochód ku pamięci ofiar...

4 lutego jestem w Tiranie. 2, może 3tys. ludzi zebrało się około 14.00, aby przejść z transparentami ulicą Durresit aż do ronda Zogu i Zi, aby zablokować je na kilka minut.

 

 

 

Tak było 28 stycznia ( zdjęcia Marta Kołczyńska) :

 

 

Tak było 21 stycznia:

 

20:05, karolinajoanna88 , Albania
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 stycznia 2011
Podkolorowane zdjęcia, mało kolorowego świata ... czyli fotografie z cyklu "Życie na misji"

Praca z dziećmi romskimi to moja codzienność od sierpnia zeszłego roku. Misja w stolicy Albanii- Tiranie pod swoją opieką ma ubogie romskie dzieci, dzieci niepełnosprawne, dotknięte przez los. Głód, prostytucja, handel dziećmi, znęcanie się, bieda to świat tych dzieci.

To tutaj przekonałam się jak łatwo można dać człowiekowi kawałek szczęścia...

 

Teraz w Albanii jest zima, która charakteryzuje się wysoką wilgotnością, nie jest wcale ciepło jakby się mogło nam Polakom wydawać. Pierwsze co gdy dzieci przyjdą na misję to pędzą ogrzać się pod gazowy piecyk, bo przecież całą noc marzli w domu.

 

Z wizytą u jednej z rodzin.

Dom tej rodziny to dosłownie kilka metrów, a na tej powierzchni wszystko co niezbędne do życia, łóżko piętrowe, kanapa, stara zepsuta lodówka...

 

 

W centrum dla romskich dzieci, pisac, czytać, podnosić łyżkę uczą się nie tylko maluchy, ale także 19-letnie matki. 

 

 

8 - letni Ronaldo kocha muzykę i taniec, często widuję go gdy rusza się w takt cygańskich rytmów. Powinien już od 2 lat chodzić do szkoły, jednak trudna sytuacja w domu nie pozwala mu na to.

22:37, karolinajoanna88 , Albania
Link Komentarze (2) »
środa, 12 stycznia 2011
Świat za wielką metalową bramą...

Nigdy bym nie wpadła na to, że za tą wysoką metalową bramą ukrywa się świat cygańskich rodzin, świat do którego nie każdy ma dostęp i świat, który wygląda zupełnie inaczej niż na filmach opowiadających o cygańskich taborach.

 

 

W pomieszczeniu dwa na dwa metry, było piętrowe łóżko, jedna kanapa, stara chyba niedziałająca lodówka, obok niej sklecony z znalezionych materiałów piecyk z którego prawie, że na zewnątrz buchał ogień, były też różne inne rzeczy, np. zielone lampki świąteczne, bo przecież ledwo co skończyło się “Kristlindie” czyli Boże Narodzenie jakoś tu nie pasowały były przejawem nowoczesności i przypominały o dobrobycie, zupełnie nie wiem skąd się tu wzięły ...przecież kiedyś spotkałam tę rodzinę w centrum miasta, ogłaszającą poprzez uderzanie w bęben, że zbliża się islamskie święto Kurban Bajram ...Po kanapie chodził bobas, raczej w nie nowym pampersie, a dwie starsze dziewczynki czymś się bawiły. W momencie gdy zaczęłyśmy witać się z mamą romskich dzieci, wpadł Kristi- rzucając się w ramiona. Pokazywał swoje “nowe” gumowce, które nadzwyczaj się przydadzą w takich warunkach, bo zanim dosżłyśmy do tego jedynego ciepłego pomieszczenia, trzeba było przejść przez zalane podwórko, kilka małych “pomieszczeń”, może to były domy innych rodzin. W tym zbiorowisku różnych rzeczy, dla nas odpadów dla innych skarbów, miałam wrażenie, że mieszka kilka rodzin, ale czują się jak jedna wielka familja. Pomyślałam- pewnie ciężko żyć w diasporze, zatem lepiej trzymać się podobnych do nas. Nagle z innych pomieszczeń, baraków, skrytek i nie wiadomo czego, pojawiały się nowe osoby, a to brat kogoś, a to młoda dziewczyna- a może nawet dziecko, pochwalić się, że jest już zaręczona. Przychodziły małe i starsze dzieci, jakby wiadomość, że są “goście” była ogłaszana wcześniej...ale nikt nie wiedział, że planujemy odwiedzić dom naszych podopiecznych.

 

Nie robiłam wielu zdjęć, bo za każdym razem gdy naciskałam spust migawki miałam wrażenie, że Ci ludzie czują się jak w cyrku, chociaż wcześniej dostałam pozwolenie na fotografowanie, a dzieci chętnie pozowały. Nawet babcia w śnieżno- białęj chuście stanęła do wspólnego zdjęcia... ale ja czasem i tak nie wiedziałam w którą stronę mam patrzeć, tak inny dla nas świat, jest codziennością dla ludzi mieszkających zaraz obok bo jakieś 300m od misji. A gdy wracałyśmy zza bramy wychylił się malutki chłopczyk z buteleczką i w butach za dużych o kilka rozmiarów... A czy wy wiecie, że takie dziecko można tutaj kupić  "na lewo" za 2-3tys. euro?

 

 

18:55, karolinajoanna88 , Albania
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 stycznia 2011
Novi Sad w zimowej odsłonie...

 

 

 

 

 

 

więcej tutaj

 

20:35, karolinajoanna88 , Bałkany
Link Komentarze (2) »
piątek, 24 grudnia 2010
Mówią, że dziś marzenia się spełniają...Żyj swoimi marzeniami!

24 grudnia-mówią, że dziś marzenia się spełniają...Zatem samych wspaniałości moje Cygańskie Dzieci.

Wszystkiego czego potrzebujecie... normalenego domu, codziennych posiłków, ubranek, zeszycików, bierzącej wody, a  przede wszystkim miłości i wszystkiego o czym marzycie...tego ja chce dla Was.

 

 

 

 

Jeżeli chcecie zobaczyć chociaż kawałek świata "moich" dzieci zachęcam do obejrzenia filmu "Bandyta". Obejrzyjcie trailer i posłuchajcie muzyki.

 

 

Tagi: Romowie
14:20, karolinajoanna88 , Albania
Link Komentarze (1) »
środa, 22 grudnia 2010
W ślady tureckiej przeszłości ...

Do Skopje przyjechałam z Tirany- busem. Podróż zajęła całą noc, na szczęście furgon był prawie pusty ..ze mną jechało tylko 5 Albańczyków. 5 kontroli policji i kilku godzinny postój- bo coś sie popsuło, no i przerwy na kawe, to już tradycja. Takim sposobem w Skopje wylądowałam po 6 rano, na szczęście o 6, a nie o 3, bo szanowny albański kierowca wysadził mnie, ładnie mówiąc nie w centrum miasta.

Tutaj w Skopje poczułam, że jadę na północ, rześkie powietrze przemieszczało się po bezludnych jeszcze ulicach, podwórkach, straganach i owijało się wokół minaretu, tak meczety były znakiem rozpoznawczym Skopje. Widać je było od samych przedmieści.   “ W Skopju, stolicy Macedonii tureckie minarety wystrzelały w niebo ponad srebrnymi kopułami meczetów I gąszczem bazarowych kramów, podkreślając odludny I płaski krajobraz, której nic nie chroniła przed wiatrem przypominającym powiew azjatyckiego chaosu.”*

 

Wchodzę do pierwszego, który mam po drodze. Wysoka żelazna brama jest tylko lekko uchylona, spokój, cisza, tylko malutki mizar-cmentarz muzułmański i uschnięte już czerwone róże. Przy dużej studni do wudu, czyli ablucji poprzedzającej modlitwę, kilka par butów i mydła w plastikowych pojemniczkach. Ale wody w studni nie ma, czyżby dlatego, że meczet jest zamknięty? Ale obok małej budki z dywanami modlitewnymi, jest jakiś rower, więc może jednak ktoś tutaj jest...przecież za zamkniętą bramą do meczetu, w pomieszczeniu przed salą modlitewną jest jedna para butów. Pozostawiona, zapomniana, czy ktoś jednak jest w środku? Wygania mnie stąd cisza i wspomnienie przymkniętej w pół bramy... cisza, żadnych adhan'ów-żadnych Allahu akbar , żadnych kobiet w chustach, żadnych żebraków...

 

 

Słońce już wstawało, różowo-pomarańczowe niebo było pięknym tłem dla minaretów i wysokich kominów. Na półkolistej bramie, którą wchodziło sie na stary bazar, było napisane, że obiekt ten jest monitorowany. O 7.30 prawie nikogo tu nie było, przede mną szedł tylko azjatycki turysta z aparatem i czasem przystawał robić zdjęcia. Zupełnie jak ja. Uliczki były wąskie, a witryny malutkich sklepików kolorowe, zasłane butami, biżuterią i innymi pstrokatymi pierdołami. Na znakach informacyjnych były strzałki prowadzące do “Muzeu i Macedonise”, “Art Bazar” i więcej, poszłam prosto.. na wozach przy witrynach, leżały pudelka po butach. Zwyczajnie na tym wszystkim górował kolejny minaret meczetu, przy którym kolejny raz można było spojrzeć na ślady tureckiej przeszłości. Starsi panowie w białych jarmułkach gawędzili na ławeczce, inni czekali ze swoimi pastami, szczotkami, szczoteczkami, polerkami na klientów, którzy zechcą mieć czyste i lśniące buty. Wyglądali dokładnie tak jak jeden z pomników na skopjewskim skwerze.Przy cerkwi Sant Dimitrija pani zdecydowała się na wyczyszczenie swoich obcasów. W utrzymaniu równowagi pomagał jej towarzysz.

Żegnam Carsjie i przechodzę kamiennym mostem na plac Macedoński. Wiatr wieje w oczy, a kamienny most bardziej przypomina o trzęsieniu ziemi z 1963 roku, niż o swojej wiekowej historii. Piętnastowieczny most trzęsienie przetrwał, ale ponad 1000 ludzi i 75% zabudowań miasta już nie. Pode mną płynęła rzeka Wardar, której źródło znajduje się w Górach Dynarskich, rzeka przecina cały kraj, tak jak kamienny most odcina “stare” Skopje od “nowego”. W tym ”nowym” ostatnio dużo się dzieje, premier buduje pomnik za pomnikiem. Jak się dowiedziałam ku nie zawsze zadowoleniu obywateli. To prawda, pomników tutaj chyba więcej niż meczetów, święci, krasnal, pan czyszczący buty...i oczywiście albański bohater Skanderberg z albańską flagą.

Poranek w Skopje.


Pan od czyszczenia butów.

 

Stary bazar.

Macedonia to tylko 2 mln mieszkańców, ale pod względem narodowościowym jest bardzo niejednolita, co stwarza wiele problemów. Słyszę “ Na Albańczyków złego słowa nie można powiedzieć, bo to łamanie praw” opowiada mi wolontariuszka ze Skopje, którą spotykam w Belgradzie. A Aleksander Macedoński przewraca się w grobie...

*"Bałkańskie upiory.Podróż przez historię" Robert D. Kaplan, Wyd.Czarne 2010, s. 105

więcej zdjęć ze Skopje tutaj

Tagi: Skopje
15:31, karolinajoanna88 , Bałkany
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Państwo czy półpaństwo?

W latach 80 tych nie tylko alarmy Roberta D.Kaplan'a zostały zignorowane. Wielu przypuszczało, że na Bałkanach zawrze, że  Jugosławii grozi rozpad. Wielu nie posłuchało, nie zareagowało.

Buchnęło, trzasnęło, ginęli bezbronni ludzie, przybywali żołnierze ONZ, a w efekcie z upływem czasu niepodległość ogłaszały kolejne państwa- w 1991 roku- Chorwacja, Słowenia i Macedonia, w 1992 Bośnia i Hercegowina, w efekcie powstała jeszcze Serbia i Czarnogóra. Rok 2008 .17 lutego odłączyło sie od Serbii Kosowo. Serbia niepodległości Kosowa nie uznała. Słychać o tym nie tylko w teoretycznych serwisach informacyjnych, słychać o tym już od granicy Serbskiej, kończąc po turystyczny folder w języku angielskim...

W pociągu ze Skopje do Belgradu przekraczanie granicy trwało bardzo długo, nie tylko dlatego, że w pociągu nie było światła podczas postoju... najpierw druczki wjazdu, później dokładne sprawdzanie paszportu...w poszukiwaniu Kosowskiej pieczątki. U mnie na szczęście jej nie było .

A jakby była? Zdania są podzielone, na pewno wydłużenie odprawy paszportowej, na pewno pytania i uwagi, czasem tylko pieczątka anulująca pieczątkę kosowską, a przy niej nową- serbską. Słyszałam, też opinie, że z kosowską pieczątką nie da sie wjechać do Serbii. Nie chciałabym sprawdzać.

"Belgrade in your pocket"* ten darmowy przewodnik dostaniesz w każdej informacji turystycznej, restauracje, atrakcje, życie nocne i mapy, np. Serbii, tylko,  że na tej mapie zamiast kosowskiego sąsiada, jest ten albański, tutaj Kosowo nadal jest częścią Serbii. Czy znów zawrze??

 

*

 

Państwo czy półpaństwo?

 

Zapraszam do posluchania wywiadu z Andrzejem Muszynskim nt. Kosowa tutaj

 

*  In your pocket- darmowe kilkustronnicowe przewodniki, które dostaniesz za darmo w tourist info lub możesz wydrukować stąd . Uwaga także dostepne polskie miasta.

* mapa pobrana stad

21:23, karolinajoanna88 , Bałkany
Link Komentarze (2) »
niedziela, 19 grudnia 2010
Rachatłukum czyli ukojenie gardla??

Przyznam szczerze, ze słodycz ten leży nadal u mnie w lodowce, choć do Polski przyjechałam już tydzień temu.Nie zasmakował ani rodzinie, ani znajomym, nie pomogła nawet zachęcająca nazwa "ukojenie gardła"... cóż ludność Bliskiego Wschodu nie byłaby zadowolona na ta wiadomość.

Mały sklepik na Bohemian Street- ulicy na której dawniej przesiadywali artyści jak chorwacki poeta Tin Ujević, ukryty był prawie, ze w podziemiach, starsza kobieta sprzedawała, a młoda przede mną wzięła kilka kolorowych kwadracików osypanych cukrem pudrem.

Bohemian Street.

Przecież to Rachatłukum pomyślałam! Jak można nie kupić słodyczy, które jadane są na tych terenach od XV wieku? Ze szklanego słoja starsza kobieta wyciągała kostki i przekładała do papierowego worka, za 100gram zaplacilam tylko 100 denarów...

Kostki oprószone cukrem pudrem wytwarzane są ze skrobi lub maki pszennej, czasem dodawane są bakalie, wiórki kokosowe, czy polewane są woda różana.

Oczywiście znaleźć słodycz ten można w rożnych krajach pod rożna nazwa np. w Albanii należy szukać  "llokum", w Rumunii  należy rozglądać się za "rahat", a w Macedonii należy pytać  o "локум" czyli również "lokum"...już wiadomo czemu pytać:)

Rachatłukum.

Jezeli chcecie przyzadzic sobie  na swieta slodki deser rodem z Turcji to podaje przepis ze strony MojeGotowanie.pl

Składniki

  • 45 dag cukru
  • 1 i 1/4 szklanki wody
  • 1 duża łyżka aromatu cytrynowego
  • 8 łyżek mąki ziemniaczanej
  • około 4 łyżek zimnej wody
  • olej
  • cukier puder

Etapy przygotowania

  1. Wymieszać cukier z 1 i 1/4 szklanki wody i mieszając podgrzewać do zagotowania. Gotować około 20 minut na średnim ogniu, aż powstanie gęsty syrop . Zdjąć z ognia.
  2. Aromat wymieszać z 4 łyżkami wody i mąką ziemniaczaną.
  3. Mieszając wlewać do syropu mąkę z aromatem. Mieszać przez minutę, aż powstanie przezroczysta, gęsta  masa
  4. Wlać do formy wysmarowanej olejem i pozostawić na noc w chłodnym miejscu.
  5. Pokroić w kostkę i obtoczyć w cukrze pudrze.
23:26, karolinajoanna88 , Bałkany
Link Komentarze (6) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10