Karolina Lukaszewicz

Utwórz swoją wizytówkę
wtorek, 20 lipca 2010
Fryderyk Chopin płynie!

Zanim doczekacie się mojej relacji z pierwszego miesiaca na żaglowcu, zapraszam do śledzenia dalszej części kampanii. A teraz kilka filmików dla tych, któzy nie maja pojecia o czym pisze.

jak

tak nas szkolono w Warszawie

czwartek, 27 maja 2010
Chopin.Polska.The Course.

"Fryderyk Chopin to statek o oryginalnym ożaglowaniu typu bryg, ulubionym - w swoim czasie - przez piratów ze względu na osiąganie dużych szybkości. Ta szczególna konstrukcja zeszła z deski kreślarskiej najlepszego polskiego konstruktora żaglowców Zygmunta Chorenia i jest przedłużeniem eksperymentów w budownictwie okrętowym zapoczątkowanych przez Zygmunta Chorenia w końcu lat 70-tych projektem „Pogorii”. Fryderyk Chopin oddany do eksploatacji w roku 1992 zadebiutował wyścigiem przez Atlantyk w regatach Columbus i uplasował się na trzeciej pozycji. Od tego czasu spotyka się z innymi żaglowcami na Operacji Żagiel walcząc w regatach z najszybszymi żaglowcami świata. Wypróbowany też został w ekstremalnych warunkach opływając zimą 1999/2000 Amerykę Południową z groźnym Przylądkiem Horn"1

Miesiąc na takim żaglowcu? Brzmi świetnie i tak właśnie będzie, bo od 12.06.2010 do 19.09.2010 laureaci konkursu Polskiej Organizacji Turystycznej będą promować Polskę za granicą. Trasa pierwszego turnusu to Szczecin – Ystad-Malmo – Kopenhaga-Sztokholm-Karlskorona-Hamburg-Arhus-Lubeck-Rostock... ale dla mnie nie trasa jest istotna, a morze, załoga, morze, żeglowanie i morze.Tak długo nigdy na nim nie byłam.

Po za tym oglądajcie "Polska na śniadanie" w tvp 2, bo to oni będą relacjonować ten projekt.

Pożegnać nas będzie można na dniach morza  w Szczecińskim porcie 12.06.2010r.

Szczegółówe informacje co do trasy i załogi znajdują się tutaj. co do relacji w tv tutaj oraz tutaj.

A tutaj fim o STS Fryderyk Chopin.

 

1http://www.fryderykchopin.pl/index.php?option=com_content&task=category§ionid=5&id=26&Itemid=63

czwartek, 13 maja 2010
Muminki dotarły do Pragi:)

Generalnie do Pragi dotarłyśmy po 24h stopowania (jako 39 dla ciekawskich na jakies 200 drużyn, co dla nas akurat nie ma znaczenia, bo chodizło o dobrą zabawe a nie wyścigi), spania na stacji benzynowej( do tego zlaiczamy 2sekundowe rozkładanie namiotu, i 15 minutowe składanie:), śpiewania I want to be forever young, brechtania się z samych siebie, nagrywania filmików z Migotką, korzystania z naszych wygód Spa oraz oczywiście na podróży z naszymi autostopowymi kierowcami! Serdecznie dziękujemy, że się nad nami litowaliście:)

A tak wyglądała nasza droga:

Sopot-Pruszcz Gd-- droga za Sosnowcem a Katowicami (stacja Shell)-Cieszyn- Frydek Mistek-Praga-Nachod-Kudowa Zdrój- Kłodzko- Ząmbkowice Śląskie-Wrocław-Gdańsk (pociąg).



tak wyglądałyśmy...



tak właziłyśmy ( no akurat nie my;/)

tak stopowałyśmy padnięte na stacji Shell pomiędzy Sosnowcem a Katowicami... (dziękujemy za pomoc w składaniu namiotu:)


nasz 5 gwiazdkowy hotel z Spa i basenem:)



w końcu Praga... nasz obóz, nowe znajomości, świerze jedzonko i deszcz...


więcej zdjęć tutaj




19:25, karolinajoanna88
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 kwietnia 2010
XIII Międzynarodowe Mistrzostwa Autostopowe SOPOT-PRAGA 2010

Startujemy jutro godz.12.00

Wszytskich wspaniałych, mądrych i bezpiecznie poruszających się po drogach prosimy  zatrzymywać się przy 2 dziewczynkach z nr 149.Team nazywa się Ołrajt, czasem będziemy wyglądały jak muminki i miały ze sobą Panne Migotke:)

 

A tak wyglądamy:)

ja czyli Karola

 

i Monia

 

 

 

a tak było rok temu

 

 

a tak było w 2010

 

info Polski Klub Przygody

środa, 28 kwietnia 2010
Pomerania XXIX

Po kolejnej juz 29 Pomeranii   zostały takie wspomnienia...

 

 

 

 

tutaj więcej

a tak widzą Pomeranie sami uczestnicy

 

Pomerania więcej

Tagi: pomerania
10:24, karolinajoanna88
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 marca 2010
Joanna (prawie, że D'arc) w Marienburgu

Zamek w Malborku zawsze kojarzył mi się z ostoją ciszy i spokoju, chociaż zupełnie wiem czemu, bo przecież gdy byłam mała blondynka, zwiedzaliśmy go z rodzicami podczas pełni sezonu, później przy kolejnych odwiedzinach, też nie był pusty...

Może dlatego, że gdy już jestem w murach zamczyska to działa wyobraźnia...myśli uciekają pustymi, zimnymi korytarzami żeby skryć się gdzieś w komnacie i widzieć taki Malbork jaki się naprawdę chce... gdzieś przeniknie jakiś biały płaszcz z nakreślonym krzyżem ( i to wcale nie Pan Mincerz-od wybijania monet), gdzieś słychać miecz, który komuś upadł, czasem buchnie gdzieś ciepłem, pewnie przy dormitorium Wielkiego Mistrza, a z infirmerii słychać jęki chorych...

I wtedy jest nie ważne, że o dziejach zamku opowiada osoba zapewne wiedząca o nim  wszystko - dr Janusz Trupinda. Wtedy się nie słucha przewodnika, bo wtedy mówi do Ciebie Zamek. Stalowa chorągiewka skrzypi, wiatr dmucha i śwista w krużgankach ( i nawet lakier taft tego nie wytrzyma hihih), a Wielki Tron w Wielkim Refektarzu przypomina, że tu kiedyś ktoś siedział, tu toczyła się historia, nie tylko ta wielka, wszystkim znana zakonna, ale także ta ukryta... rozterki, przemyślenia, szczęśliwe i mniej cudne chwile poszczególnych ludzi...Wielkiego Szafarza, Mincerza czy służby... o których nigdy już się nie dowiemy.

 

 

Te odwiedziny zamku były inne, dzięki uprzejmości dyrektora zamku (Dziękuje jeszcze raz) mogliśmy zobaczyć i usłyszeć o tym, o czym nie usłyszą, ani nie zobaczą turyści. Ale tajemnic zdradzać nie będę! Polecam odwiedzenie zamku jak i po raz pierwszy -tak i kolejny, dla mnie zawsze odsłania się z innej strony, a z moją wyobraźnią już chyba tak zostanie:)

więcej o zamku tutaj

ps. zimno, wietrzenie było, zdj. zatem takie jakie są (ale umieszczam bo to moja cześć życia (nawet jeśli 1 miliardowa):)

tutaj wiecej

Tagi: Malbork
15:53, karolinajoanna88 , Pomorskie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 marca 2010
What Do You Do With A Drunken Sailor, łoohhooo przechyły i przechyły i Etiuda Rewolucyjna -Chopina:)

I chociaż tej ostatniej ogóle nie znam ( mam nadzieje, że Szanowna Komisja POT-nie czyta mego bloga:) to postanowiłam spróbować...i wsiąść udział w konkursie Polskiej Organizacji Turystycznej na nabór załogi na rejs promocyjny Żaglowcem "Fryderyk Chopin":) Oto tak prezentuję się w pierwszym etapie:)

 

 

i chociaż żeglarstwo znam tylko z szant, książek( Zwiarowaaaanaaa łódka-Farleya Mowata:) i opowiadań to i tak próbuje  bo...

bo tak jak wyżej wszystko i bo...

świat jest taki fajny i trzeba go poznawać,

ludzie są tacy fajni i trzeba ich poznawać

i bo Polskę też jest fajnie komuś pokazać:)

Co Wy na to?:)

 

ps. jutro, ew. pojutrze slajdshow dzisiejszego wypadu z zamku w Malborku:)

środa, 17 lutego 2010
Clamoth Trophy Winter Treak czyli...

czyli jak przejechać 40km i spalić 40 litrów...

czyli jak przejechać 8kratek RB w 1h...

 

czyli jak szukać kodu 2gi raz i go nie znaleźć:)

czyli ... najszybsza integracja to integracja  w bunkrach...

 

czyli skręt na 260, a na 1660 wciąż go nie ma:)

 

czyli pełen optymizm i łopata automatyczna:)

 

czyli ...poprostu zima na poligonie.

więcej zdjęć a relacje wkrótce.

więcj o Clamoth Trophy Winter Treak www.nj.pl

Morska zima cd...

Gdyńska morska zima, morze zamarznięte nie wiesz gdzie kończy się plaża nie wiesz gdzie zaczyna morze, zatem nie wiesz czy wlecisz czy nie wlecisz... łabędziom i kaczkom zimno i biedne maja tylko kawałek domku bez lodu, wszystko reszta skute....skutecznie.

Dla jednych skutecznie, dla innych nie władze miasta Gdyni zachęcaja do spaceru ustawiajac lodowe rzeźby na namorskim bulwarze...

Rzeźba lodowa ...czyli opowieść o tym co artysta miał na myśli...

ryba z afrykańskim brzyszkiem, dałnowaty rekin, statek podwodny Lady Gagi...?

ka...ka...kaczzzz...kacza dziwaaaczka, czy łabądek?

dobrze, że dzieci wiedziały o co chodzi :D

 

18:50, karolinajoanna88 , Pomorskie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 lutego 2010
Wykradacze zwłok.

W Wietnamie tłum mi nie przeszkadzał, w Bangkoku już tak...przeszkadzał mi tłum, ciężkie powietrze, smog i  pokój bez okna (za 10$, a zawsze spałam za 2$ góra 4$!:)
Teraz tłumaczę sobie, że te całe niezadowolenie to wina choroby... ale czy na pewno?

Tizano Terazini w swojej książce "Powiedział mi wróżbita" tak pisze o tym mieście:
"...Bangkoku; brudnego, chaotycznego, śmierdzącego, gdzie woda jest zatruta, a powietrze skażone ołowiem, gdzie jedna osoba na pięć jest bezdomna, jedna na sześćdziesiąt-łącznie z noworodkami- jest nosicielem wirusa HIV, jedna kobieta na trzydzieści zarabia jako prostytutka i co godzinę ktoś popełnia samobójstwo"

 

Bangkok za dnia.


Wszystko to jest prawdą  bo chociaż prostytucja zakazana jest w BGK od 1960r. to w BGK  rozwinął się przemysł nazywany dziś turystyką seksualną.
Według Światowej Organizacji Zdrowia w 2003 roku 14 tajów popełniało samobójstwo w ciągu jednego dnia, jeżeli chodzi o HIV to dane statystyczne mówią, że zgłoszonych przypadków posiadania wirusa  jest 1.115.415,  dane te pochodzą z grudnia 2007r.  Aby zobrazować sobie ogrom tego zjawiska porównam je z Polską-my przypadków mamy 11,272. Fakt, że liczebność Polski (38mln) od liczebności Tajlandii( 65mln) jest prawie o połowę mniejsza, to jednak  te dane i tak przerażają.

Trzeba wspomnieć, że ten włoski reportażysta podróżował po Azji ponad 30 lat, zatem książka ta jest swoistym przekazem co do kultury, obyczajów i historii Azji, a nie 300 stronicową relacją z miesięcznej podróży- opierającej się na treściach z przewodników (jak to ostatnio często bywa). Dlatego tak wiele w niej zaskakuje i daje do myślenia....

Bangkok nocą.

 

W 10 milionowym mieście który jest kombinacją poruszających się samochodów, rowerów, busów, riksz jest a służba zdrowia nie nadanża, nadążają body snatchers- wykradacze zwłok.

Chociaż pracownik body snatcher Anyawut Phoamphai przyznaje, że nigdy nie widział ducha to zgodnie z wierzeniami tajów, duch osoby  zmarłej w sposób gwałtowny której ciało jest okaleczone, zmiażdżone jest szczególnie niespokojny. Taki duch zwany phii, wtedy wędruje, zasila armie tzw. wędrownych duchów, które nie są dobre. Zadaniem Body Snatchers jest zbieranie ciał, składnie ich oraz odprawianie rytuałów, aby udobruchać phii i aby mogły oddalić się w spokoju i nie zagrażały żywym.
Ruam Katanyu oraz Por Teck Tung Foundation to 2 przodujące organizacje zbieraczy zwłok, często zdąża się że docierają one szybciej niż karetki czy policja, dlatego czasem także ratują ludzi, gdy jeszcze jest możliwość.

Mimo tego, ze zajęcie jest bardzo opłacalne (zarobić można od 15000bath miesięcznie) to organizacje maja swoich ofiarodawców, którzy w zamian za datek, piszą na różowej karteczce „ Chciałabym ofiarować trumnę i białe ubranie dla zmarłej osoby, która nie ma krewnych, mam tez nadzieje, ze od tej pory będę uwolniony od problemów i zmartwień i będę mógł krzystać ze szczęścia”

Wśród „porywaczy zwłok” znajdziemy także wolontariuszke, która jest specjalna wysłanniczką do wypadków z kobietami. 21 letnia Narissara Jarunggit studiuje zarządzanie hotelem i właśnie z  tego powodu, iż w przyszłości czeka ją kontakt  różnymi ludźmi, zdecydowała się na prace jako Body Snatcher.

Dodatkowo wolontariusze wyznają że, jest to zbawienie dla ich duszy,  swoja pracą budują sobie szczęśliwe i bezpieczne życie, a także zapewniają  reinkarnację.

ps. ta notka wcale nie oznacza, że nie chce tam wrócić!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10