Karolina Lukaszewicz

Utwórz swoją wizytówkę
niedziela, 17 stycznia 2010
Night market



Dziś będzie o tym, o czym mogę tylko opowiedzieć, a nie pokazać. Niestety zdjęcia z tego zakątka Azji nie otwierają się, ale mam nadzieje, że uda Wam się to wyobrazić.


Luang Prabang po zmroku jest ciemne, rzadko gdzie świeci jakąś lampa, ale market rozbłyska. On żyje nocą. Wieczorem to tutaj skupia się życie tego małego miasteczka. Rozstawione są namioty, palą się chińskie lampiony, sprzedawcy wystawiają swoje towary, koszulki z flagą Laosu, szerokie spodnie  zawiązywane w pasie, które będą uwolnieniem od obcisłych spodenek dla turystów, herbaty, lampiony, bransoletki...

Siedzą stare babcie z plamienia Hmong , a także kobiety ze swoimi dziećmi, czasem bobasami w koszykach, a te same sobą są reklamą...

...Kupuję herbaty w bawełnianych torebeczkach...ginger, lemon, jasmine i jeszcze kilka innych...jak mi pani dopowiada ginger dobra na problemy z brzuchem. Jak się później okazuje ginger tea to prawie, że zmielone czerwone papryczki, taka ostra. Inna to wysuszone jakby małe pomarańczki, chyba nie trafiłam w swój gust.

Ten market chyba mną zawładnął, nigdy tyle nie kupiłam w podróży, herbaty, czerwone chinskie lampiony i buddyjski gong. Nie odbyło się bez targowania, chodź bez niego nie byłoby też źle- bo nie jest tak, że azjaci chcą nas naciągnąć, na bóg wie ile, chcą tylko zarobić, aby utrzymać swoje rodziny, a dokładnie po to aby dzieci wysłać do szkoły.

A właśnie po to aby pieniążki się mnożyły...Azjaci wieżą, że jak pieniążkami, które już zarobili dotkną swojego towaru wypowiadając "coś" bo nie rozumiałam co, to przyniesie im to szczęście i interesy będą dobrze szły.

Od 2005 roku istota rynku trochę się zmieniła, wtedy Laos wszedł do Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej, co mogło mieć wpływ na import na targ rzeczy także z Wietnamu, czy Tajlandii. Niemniej nie jest to, żadna negatywna strona, bowiem Laotańczycy dbają o swoje rzemiosło, a więc na targu znajdziecie wiele  laotańskich wyrobów.

Dobra niech będzie-tego poprostu nie można nie pokazać!

Zamiast moich zdjęć, nie moje filmiki...czyli coś o Luang Prabang i Night Market.

 

 

23:08, karolinajoanna88 , Laos
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 grudnia 2009
Bhikku czyli ludzie w szafranowych szatach.

...wspomnienia po dwóch latach...


Bhikkhu, bhiksiu, bhiksu, bhikszu to różne odpowiedniki nazw  wyświęconego mnicha buddyjskiego. Noszą szafranowe szaty, o poranku w swoich procesjach proszą o jałmużnę, a wieczorem odmawiają mantry. Podróżując po Azji warto pamiętać, że nie których nie można dotykać - do tego stopnia, że chcąc podać im pieniądze należy położyć  je na ziemi lub stoliku.



W swojej podróży miałam kilka sytuacji związanych z mnichami:

-w Bangkoku zwiedzając jedną ze świątyń, zobaczyłam mnicha, chciałam  ukradkiem zrobić mu zdjęcie, ale się nie udało...zaczął do mnie machać, więc się wystraszyłam, że go tym uraziłam, co się jednak okazało? mnichowi nie odpowiadała poza w jakiej był podczas pstrykania zdjęcia, popoprawiał się, ustawił i mogłam robić zdjęcia do woli (chociaż nie takie były moim celem:)).

-w Luang Prabang w Laosie mieszkałam u pewniej laoskiej rodziny, której dom znajdował się ok. 30m. od pagody, codziennie więc obok niej przechodziłam, pewnego razu zdarzyło się tak ( ale to już inna historia), że zostałam zaproszona przez dwóch mnichów na wieczorne mantry...posadzona z tyłu, żeby nikogo nie rozpraszać ( chodź o tak co raz ktoś się odwracał), obserwowałam... mnisi w różnym wieku, o bardzo czystych trochę dziecinnych głosach, a zarazem bardzo silnych- powtarzali w kółko jeden werset, co raz pochylając się w pokłonie przed wielkim posągiem Buddy przystrojonym w naszym mniemaniu wigilijne światełka. Ten buddyjski rytuał wywarł na mnie ogromna wrażenie, może dlatego że byłam tam jako jedyna biała, a może tak kadzidła mnie odurzały. Po ceremonii miałam możliwość zobaczenia jak żyją mnisi, a kilku z nich opowiedziało mi czemu przybyli do klasztoru.



-w Vientiane stolicy Laosu, spacerując po ulicach miasta, za-spacerowałam za daleko i trochę się pogubiłam, pytałam kilka osób ale nikt nie wiedział, gdzie znajduje się mój hostel, podszedł zainteresowany mnich  i zaproponował nocleg u swojej matki.Niby zwyczajna sytuacja, ale zastanówcie się ile osób w Polsce zaproponowałoby takie rozwiązanie?


Jedną z najbardziej znanych buddyjskich mantr jest  Bądź pozdrowiony, klejnocie w kwiecie lotosu czyli Om mani padme hum.Jeżeli chodzi o znaczenie mantry to każda z 6 sylab oczyszcza modlących się z czego innego:

OM- z błogości i pychy,

MA- z zazdrości oraz żądzy rozrywki,

NI-namiętności i pożądania,

PAD- z głupoty i uprzedzenia,

ME- biedy, posiadania,

HUNG- agresji i nienawiści

 

Posłuchaj także*

"Namo Ratna Trayaya,
Namo Arya Jnana
Sagara, Vairochana,
Byuhara Jara Tathagataya,
Arahate, Samyaksam Buddhaya,
Namo Sarwa Tathagate Bhyay,
Arhata Bhyah,
Samyaksam Buddhe Bhyah,
Namo Arya Avalokite
shoraya Bodhisattvaya,
Maha Sattvaya,
Maha Karunikaya,
Tadyata, Om Dara Dara,
Diri Diri, Duru Duru
Itte We, Itte Chale Chale,
Purachale Purachale,
Kusume Kusuma Wa Re,
Ili Milli, Chiti Jvalam, Apanaye Shoha"

*mantry źródło:www.youtube.pl

 

piątek, 08 lutego 2008
LAOS

     

 

       

 

                                    

 

    

   

 


 

Tagi: laos
12:55, karolinajoanna88 , Laos
Link Dodaj komentarz »