Karolina Lukaszewicz

Utwórz swoją wizytówkę
sobota, 23 stycznia 2010
Wampir doskonały.



Unieśmiertelniony  przez literaturę i film,  żyje w naszej wyobraźni- Vlad Palovnik piętnastowieczny rumuński książę.

Prawdziwa siła Draculi leży w związanej z nim historii Brama Stock'era, który to stworzył ją na podstawie legend, przesądów, faktów związanych z Vladem Palovnikiem oraz swoich doświadczeń z epoki wiktoriańskiej.

Śmierć Stock’erowi towarzyszyła od narodzin, bowiem urodził  się on w czasach irlandzkiego głodu i chorób.  W wyniku którego w latach 40tych XIX zmarło 1,5mln osób z 8 mln. populacji.

O  sytuacjach poza murami domu opowiadała mu matka, bowiem sam przez 7 lat nie wychodził z domu- cierpiał na tajemnicza chorobę, objawiająca się paraliżem.
Nagle Stock'er zdrowieje, zaczyna czerpać korzyści z życia, bawić się... na pobliskim cmentarzu samobójców... i może to właśnie miało decydujący wpływ na  tematykę jego powieści.


Pracując nad powieścią, podczas poszukiwań w literaturze pisarz  trafia na ciekawą damę -Elżbietę Batory- siedemnastowieczną  węgierską księżną, która mordowała swoje służące aby  kapać się w ich krwi.  Miało to  zapobiegać oznakom starzenia.


Zbrodnię odkryto gdy zamordowała szlachciankę, później  znaleziono także  jej pamiętnik, w którym znalazło się 600 nazwisk zabitych kobiet. Krwawa Królowa została zamurowana żywcem w jednej z komnat z otworem tylko na jedzenie, zmarła niebawem.

Transylwanie była kiedyś samodzielnym państwem, już w średniowieczu tamtejsi cyganie i wieśniacy opowiadali o nosferatum i wierzyli, że jeżeli dzieje się coś złego to jest to wina wampira. Jeśli podejrzewano ze zmarły szkodzi, otwierano jego trumnę... trzeba zaznaczyć, że w tamtych czasach nikt nie balsamował zwłok. ..dlatego tez rozkład następował bardzo szybko- napuchnięte, obrzmiałe ciało, z krwią w kącikach ust- wszystko było jasne-WAMPIR!!!

Aby  zatrzymać wampira  w grobie trzeba było odciąć mu głowę ,wbić dębowy pal lub spalić zwłoki.

Draculowe bory.


Jednak największą inspiracja dla Stock’era był Vlad Palovnik, władający Wołoszczyzną. Zasłynął z tego, ze swoich przeciwników politycznych wbijał na pale. W końcu nazwano go Tepes czyli po wołosku po prostu palownik. W rzeczywistości nazywał się Vlad Dracula.


Draculowe mgły.

Legenda mówi, ze zbierano dla niego krew ściekającą po palach do miseczek, a on maczał sobie w niej chleb lub wypijał.
Z postacią tą wiąże się kilka zadziwiających faktów i legend...

Tajemnicza śmierć nieśmiertelnego władcy. Vlada Palovnika zamordowano w 1476r. jedni mówią,  że  zrobili to bojarzy, którzy nie chcieli jego powrotu na tron inni mówią, że zginął w walce z Turkami-jakkolwiek było głowę dostarczono królowi Turków na dowód że nie żyje.
Ciało bez głowy trafiło do monasteru w Snagov, podobno Vlad osobiście wybrał go jako miejsce pochówku. Podczas swoich rządów wzniósł on 5 monasterów aby zadbać o zbawienie duszy.


Według tradycji pochowano go w krypcie pod ołtarzem tak aby stąpający po nim kapłan, odpuścili mu chociaż cześć grzechów. Saga Drakuli jednak nie kończy się w tym miejscu....
Rok 1931 rumuńska  ekspedycja  bada grób Vlada Palovinika- kiedy otwarto sarkofag nie znaleziono ciała władcy a,  zwierzęce kości. Prawdziwy wampir, który przeżył swoją śmierć...

Draculowe niebo.

A gdzie dziś szukać  śladów Drakuli?

Przede wszystkim ruiny Poienari Cetate ( a nie Bran) w pobliżu Capateneni, ruiny zamku położone na wzgórzu, chętnych czeka wspinaczka 1440 schodami. Niestety zostało tylko część ścian zamku, bo w 1888 obsunięcie się ziemi zrujnowało go.

Draculowe ruiny.


Jeżeli chodzi o zamek w Branie,  to  przypuszcza się, że Vlad Palovnik mógł spędzić tutaj 1-2 dni i to jako więzień. Zamek znany z tego iż to w nim rozgrywa się akcja powieści irlandzkiego pisarza.

Sigishoara.To w latach 1431-1435  tam mieszkał Vlad Dracul, no i monastyr Snagov...

Draculowy domek.

 

Dla poszukiwaczy strzyg polecam książkę o nowoczesnych wampirach   „Ugrofińska wampirzyca” Noemi Szecsi.

17:26, karolinajoanna88 , Rumunia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 stycznia 2010
Rumuńskie opowieści- z ust do ust.

Ten dzień był niesamowity i to nie dla tego, że zjechaliśmy z gór po kilku dniach włóczęgi i mogliśmy zrobić zakupy, ale dlatego, że ukazała nam się Rumunia w całym swoim prowincjonalnym i nieskażonym charakterze.

Niewielkie wioski ciągnęły wzdłuż drogi, po jej bokach karłowate ale barwne i wesołe domy.Okna z okiennicami i zdobione ornamentami wrota wpisane były w ten obraz od zawsze. Było tak jakbyśmy weszli do Rumunii tylnymi drzwiami, przez nikogo nie zauważeni...

...starsi ludzie siedzieli na pamiętnych już ławach przed domami, towarzyszyły im konie, krowy i psy.Zachodzące słońce odbijało się- od nie zawsze czystych okiennych szyb, a gdzieś pośród tego wszystkiego górowała kościelna wieża.Na podwórkowych bramach kobiety wieszały wieńce, żółte wieńce, zapowiadało się jakieś święto, wtedy jeszcze nie wiedziałam jakie...

Był to 24 lipca w rumuńskim kalendarzu ludowym to święto pod nazwą Sanziene lub Dragaice  - czyli moment przesilenia letniego.Dzień zdominowany przez wiele magicznych wierzeń i praktyk. Dragaice i Sanzienie to dwie boginie, o kontrastowych ideach.Ta pierwsza przedstawia pozytywne wartości, zapewne dlatego iż imię jej wywodzi się od dragoste co oznacza po rumuńsku miłość. Mówiąc precyzyjniej jest ona boginią płodności i chroni młode kobiety a także rośliny uprawne.

Jest jeszcze bogini Sanziene, ta gniewna,  która jak powiadają może wywołać burze i krzywdzić ludzi, jeżeli w tym dniu nie będzie respektowana. Legenda mówi, że jeśli ktoś napotka tańcząca Sanziene to będzie chorował cały rok, a wyzdrowieje tylko wtedy gdy kolejnego roku 24 lipca przyjdzie w to sama miejsce.

Wiele rytuałów w tym dniu jest powiązanych z kobietami.

To one zbierają  żółte kwiaty o nazwie Sanziene i robią z nich wieńce, w razie choroby wykorzystają je jako lekarstwo.Ponoć pomagają także na bezpłodność.

To one według tradycji ciemną nocą idą do lasu, aby stąpać i  toczyć się po rosie, prosząc przy tym jednocześnie o urodę i miłość...

Tutaj możesz zobaczyć jak Rumuni obchodzą Sanziene.

23:54, karolinajoanna88 , Rumunia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 grudnia 2009
Rumuński ostry dyżur.
...z kartek pamiętnika 20.06.09r.
Jadąc do Rumunii nikt z nas nie wiedział, że tak powszechnie panująca w Egipcie "zemsta Faraona", panuje także w Rumunii tylko, że pewnie pod nazwą "zemsta Drakuli", w przewodnikach też nie pisali i kto by się spodziewał?

No nic, ale nie choroba tu miała być najważniejsza, a ostry dyżur w szpitalu w Cugirze...
...dostaliśmy się tam dzięki przemiłemu Panu, który tak się zmartwił naszą sytuacją, że postanowił nam pokazać gdzie znajduje się szpital... no i tak pędził,także pod prąd-że nawet Wojtek nie mógł go dogonić, a to już staje się podejrzane...
no ale znów nie o tym miało być...
Stary szpital, jakieś małe pomieszczenie i 3 panie lekarki, niezwykle uśmiechnięte i ciągle chichoczące.Z jedną udaje nam się dogadać po angielsku, z pełnym zaangażowaniem nam pomaga, robi wywiad z chorym, podaje kroplówkę i inne medykamenty.Kiedy słyszy, że nie chętnie chcemy jechać do szpitala w  Alba Juli po leki, których nie mają, załatwia je w nocy, my mamy tylko zgłosić się nad ranem.
Co nas zszokowało pielęgniarki nie używają tam rękawiczek, łatwo się domyślić, że po prostu szpitala nie stać (co zresztą później się potwierdza, gdy chcemy kupić gumowe rękawiczki oczekują ceny w przeliczeniu ok.1zl za jedną sztukę).
Szkoda nam jest tych pełnych poświęcenia kobiet pracujących w tak podłych warunkach, jeszcze bardziej robi się nam żal gdy słyszymy, że nie chcą zapłaty i nie chodzi tu o pieniądze od nas tylko od ubezpieczyciela.

21:29, karolinajoanna88 , Rumunia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 czerwca 2009
Invitation to Romania

 

more photos Karolina

more photos Norbert

12:30, karolinajoanna88 , Rumunia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 września 2008
Kraina łagodności.

Harmonia natury, rozmarzenie  czy też szmer strumyka frazy niegdyś kojarzące się z  muzyką relaksacyjną... teraz z krajem, który sam w sobie jest muzuką, odprężeniem, upojeniem  i oczarowaniem.Potykamy się o kolory, widoki, dotyk wiatru i słońca, szum rzeki...kulejemy opowiadając o odczuciach, przeżyciach, żadne słowo, żadne zdjęcie, żaden  film nie odzwierciedli mistycyzmu Rumunii.

 

Radość w górach Rumunii rodzi się codziennie.Wstaje wraz ze słońcem, oświetlającym mleczno-mgliste połoniny, rozszczepiającym promienie na stokach gór, powoli ogrzewającym zimne wody potoku. 

 

Urokliwości. Patrzysz na cztery strony świata i każda Cię zachwyca...porośnięte zbocza gór, oświetlone słońcem połoniny, nitki poplątanych górskich dróg, kłębiaste obłoki...wędrujące dzikie konie, owce wypasające się na zboczach gór i młode leniwe osiołki.

 

 

Zdjęcia z podróży możecie zobaczyć tutaj http://picasaweb.google.com/karolinasame

 

                    

22:46, karolinajoanna88 , Rumunia
Link Dodaj komentarz »